Co ma hymn Polski do Tisy?

„Hymn Polski jest częścią przedstawienia wg scenariusza Ľuby Lesnej – to część dialogu z prezydentem Tiso, prowadzonego przez postać, w którą się wcielam“ – mówi po dziennikarskiej premierze spektaklu „Prezydent Hitlera“ (Hitlerov prezident) występująca w nim znakomita słowacka aktorka Zuzana Kronerová.

Scenariusz Ľuby Lesnej powstał na motywach książki historyczki Madeline Vadkerty pt. „Szanowny Panie Prezydencie” (Slovutný pán prezident) w reżyserii Valerii Schulczovej, a premiera przedstawienia odbyła się 25 marca w teatrze P.O. Hviezdoslava w Bratysławie.

To wstrząsająca opowieść o życiu i śmierci ludzi zamieszkujących Państwo Słowackie, powstałe w 1939 r, na czele którego stanął ksiądz Jozef Tiso, całkowicie podporządkowany III Rzeszy. „Jako ksiądz miał swoją parafię w Banovcach nad Bebravą, ale przede wszystkim był to homo politicus“ – ocenia reżyserka Valeria Schulczová, która zauważa, że Tiso podporządkowywał wszystko swojej karierze.

„Ponieważ częścią rozwoju jego kariery stało się mordowanie obywateli żydowskiego pochodzenia, więc przyjął to. Antysemityzmem przesiąkł szczególnie w Wiedniu, gdzie studiował w czasie jego największego rozkwitu, a będąc potem już prezydentem racjonalizował to wszystko, co mu dyktowano z Niemiec, i nie miał problemu z wprowadzeniem jakichkolwiek ograniczeń, nakazów i zakazów dla ludności żydowskiej“ – wyjaśnia, dodając, że gdy Tiso był w kontakcie z Hitlerem znosił poniżenia, a potem poniżał innych.

W przedstawieniu Tiso jest konfrontowany z uciekinierem z Auschwitz Alfrédem Wetzlerem, z którym na scenie prowadzi fikcyjny dialog. „Często rozmawiałam z Tanią Wetzlerovą. Opowiadała mi o swoim ojcu, który dopiero pod koniec życia wyjawił jej, jak to było z jego ucieczką z Auschiwtz.

On i Rudo Vrba dali światu świadectwo o tym, co się działo w obozie, dlatego wprowadziłam do scenariusza jego postać, by konfrontować ją z Tisą“ – opisuje Ľuba Lesna, której ponad 20 przodków zginęło w obozach koncentracyjnych, a która chciała oddać hołd wszystkim ofiarom, by nigdy więcej nic takiego się nie powtórzyło.

Podobne fikcyjne rozmowy prowadzą z Tisą inne postaci. Większość ich historii znamy z listów, które naprawdę pisali i adresowali do Tisy, by zyskać wyjątek z prawa antyżydowskiego. Listy te – najprawdziwsze, archiwizowane – bada od ośmiu lat historyczka Madeline Vadkerty, a część z nich zebrała i opublikowała w książce  „Szanowny Panie Prezydencie” (Slovutný pán prezident).

Poznajemy więc tych, którzy proszą o możliwość zawarcia związku małżeńskiego przez Słowaka i Żydówkę, o możliwość posiadania radia, o przywrócenie godności, o możliwość pracy, o darowanie życia. Oprócz listów od Żydów poznajemy też listy pisane przez Słowaków, chcących wejść w posiadanie sklepów czy firm żydowskich, którzy proszą prezydenta o korzystne dla nich decyzje. Inni posuwają się jeszcze dalej i wyrażają oburzenie, że wciąż działa jakiś żydowski biznes, a przecież mógłby przejść w ręce Słowaków.

Na scenie poznajemy na przykład Eugenię Properovą, w którą wcieliła się Zuzana Kronerová. „Ona naprawdę żyła, ale dialogu z prezydentem Tiso nigdy nie wiodła. Ja w jej imieniu – owszem. I oponuję prezydentowi Tisie, który twierdzi, że hymn słowacki jest najpiękniejszy, czysto słowacki“ – mówi aktorka. Z jej ust dowiadujemy się o żydowskiej śpiewaczce, pracującej w Słowackim Teatrze Narodowym, która – tak jak wszyscy artyści w czasach Państwa Słowackiego – musiała śpiewać przed każdym przedstawieniem słowacki hymn.

„Ówczesny hymn, powstały dla Państwa Słowackiego, to pieśń z bardzo agresywnym, nieprzyjemnym tekstem, do którego muzykę ukradzionio z polskiego hymnu, a słowa napisał Samuel Tomašik, który żył w Pradze“ – wyjaśnia Kronerová, która, by udowodnić prezydentowi Tisie prawdziwość swoich słów, śpiewa polski hymn.

Tiso, choć wydaje się, że słucha i że bliski jest przyznaniu racji innym, zawsze znajduje argument broniący jego decyzji.

„Może zabrzmi to jak banał, ale dla mnie najstraszniejsze jest to, że Tiso nawet na sądzie ostatecznym nie żałował tego, co zrobił; nie przyznał się do winy, ale był przekonany o słuszności swoich decyzji“ – twierdzi Martin Madej, wcielający się w jego postać.

Momentów, w których widzom przebiegają dreszcze po plecach,  jest więcej, włącznie z ostatnimi minutami spektaklu, nawiązującymi do współczesności.

Tak opowiedziana historia nie może pozostawiać widza obojętnym.

Małgorzata Wojcieszyńska

Zdjęcia: Stano Stehlik

MP 4/2025