Get Adobe Flash player
Reklama

“Gdzie jest pilot? Ja się pytam, gdzie jest pilot?!” Napisała na Facebooku moja koleżanka. I zawrzało. Posypały się komentarze, podpowiedzi: gdzie szukać pilota, co zrobić, by go jakoś zastąpić, co zafundować sobie na otarcie łez po nim... Były też nieśmiałe wypowiedzi córek mojej koleżanki, które miały stać za całą aferą. Były nawoływania: oddajcie matce pilota! Dyskusja na temat “utraconego” (ponad 50 wpisów!) trwała dwa dni. Aż wreszcie… Znalazł się! Był pod łóżkiem! No i znów się zaczęło: Jak to? Nie sprawdzałaś???
Gdyby nie to, że chodziło o zwykłego pilota do telewizora, można by pomyśleć, że to kolejna afera polityczna z porwaniem (morderstwem?) w tle. Gdyby nie to, że cała dyskusja miała charakter żartobliwy…
I tak przyszło mi do głowy, że może to, co obserwujemy w życiu politycznym, czy towarzyskim (albo można to odnieść również do życia Polonii w różnych krajach) to po prostu taka gra na słowa, żeby powytężać głowy, dowcipnie coś skomentować, zabłysnąć, “podkręcić śrubę” – niech się coś dzieje! A niech ktoś schowa pilota pod łóżko, niech ktoś go szuka, niech się denerwuje, niech przypomni sobie czasy, jak to było, kiedy telewizory obsługiwało się ręcznie, niech inni bawią się jego kosztem. A niech! Na szczęście koleżanka potraktowała sprawę z przymrużeniem oka. Potrafię sobie wyobrazić innych na jej miejscu: srogie miny, nerwy, wypominania, agresja, obrażanie się, ultimatum, pakty o nieagresji, przepraszanie (zbiorowe lub indywidulne)…
Jeśli każdy “poszkodowany” potraktuje “problem” tak jak moja koleżanka, pewnie nie będzie “wojenek” w życiu politycznym, towarzyskim, polonijnym… Zostaną nam tylko zabawy, czy to w świecie rzeczywistym, czy wirtualnym.


Małgorzata Wojcieszyńska

Facebook!MySpace!Yahoo!
  • 0 Comments

„Ojej, zapomniałem, że mamy bilety na koncert Leonarda Cohena” – powiedział mój mąż, widząc w telewizji jego występ. Zdziwiłam się, że zapomniał o tak atrakcyjnym wydarzeniu, tym bardziej, że godzinę wcześniej ustaliliśmy, że przyjmiemy zaproszenie do znajomych, a termin spotkania to właśnie termin koncertu. Cóż… Kolację ze znajomymi przełożyliśmy i poszliśmy na koncert. Dlaczego o tym piszę? Co wspólnego ma Leonard Cohen z życiem Polonii na Słowacji? W biegu spraw codziennych brakuje nam czasu, by wpisać do kalendarza ważne wydarzenie, a to przechodzi nam koło nosa. W przypadku mojego męża „zapaliła się kontrolka”, kiedy zobaczył legendarnego barda w telewizji. My też „zapalamy kontrolkę” i zwracamy uwagę Szanownych Czytelników, by śledzili ogłoszenia na naszej stronie internetowej, by nie przegapić żadnej z imprez Klubu Polskiego. Przypominamy, że ta najbliższa odbędzie się 20 listopada, kiedy to będziemy świętować jubileusz 15-lecia “Monitora Polonijnego”. Zagra dla nas zespół „Czerwone Gitary”! Bilety na koncert są już do nabycia, a ilość miejsc jest ograniczona.


Małgorzata Wojcieszyńska

Facebook!MySpace!Yahoo!
  • 0 Comments

No i stało się! Zostałam na ulicy. Na sczęście w biały dzień. Jakie było moje zaskoczenie, że to właśnie przytrafiło się mnie! Padłam ofiarą własnej bezmyślności. Kiedy zadzwoniła domofonem starsza pani – sąsiadka pytając mnie, czy chcę kupić jajka, w pośpiechu rozejrzałam się po przedpokoju i wcisnęłam na nogi pierwsze lespze buty – lakierki na obcasach. To nic, że do dresowych spodni nie pasowały, przecież to tylko na chwilę! I wybiegłam przed bramę. Chwilę rozmawiałyśmy, stojąc przed furtką. Aż tu nagle podmuch wiatru i... trach! Drzwi zatrzasnęły się a ja zostałam na ulicy. Bez kluczy do domu, ubrana w dziwaczny sposób, z perspektywą czekania przez dwie godziny na powrót męża.


Kilka (kilkanaście?) myśli przebiegło przez moją głowę, z których żadna nie wydawała się zbawiennym rozwiązaniem. A starsza pani? Po tym jak dowiedziała się, że nie ma innego wejścia na posesję „podstawiła“ swój rower, bym po nim mogła wspiąć się na płot. Żeby do własnego domu trzeba było wchodzić przez płot? Ale nie było rady. Wspięłam się po rowerze. Siatka złośliwie zahaczała moje spodnie, ale ważne było, że jedną nogą wisiałam nad „ziemią obiecaną“! Po krótkiej szamotaninie udało mi się przedostać na właściwą stronę ogrodzenia! Nawet poczułam zadowolenie – oto udało mi się przeskoczyć płot! Był przecież jeden taki, co płot przeskoczył i zaczęły się dziać wielkie rzeczy. Ciekawe co teraz wydarzy się w moim życiu?


Tak, tak, kiedy człowiek zapomni kluczy od domu, warto mieć rower...


Małgorzata Wojcieszyńska

Facebook!MySpace!Yahoo!
  • 0 Comments