No i stało się! Zostałam na ulicy. Na sczęście w biały dzień. Jakie było moje zaskoczenie, że to właśnie przytrafiło się mnie! Padłam ofiarą własnej bezmyślności. Kiedy zadzwoniła domofonem starsza pani – sąsiadka pytając mnie, czy chcę kupić jajka, w pośpiechu rozejrzałam się po przedpokoju i wcisnęłam na nogi pierwsze lespze buty – lakierki na obcasach. To nic, że do dresowych spodni nie pasowały, przecież to tylko na chwilę! I wybiegłam przed bramę. Chwilę rozmawiałyśmy, stojąc przed furtką. Aż tu nagle podmuch wiatru i... trach! Drzwi zatrzasnęły się a ja zostałam na ulicy. Bez kluczy do domu, ubrana w dziwaczny sposób, z perspektywą czekania przez dwie godziny na powrót męża.


Kilka (kilkanaście?) myśli przebiegło przez moją głowę, z których żadna nie wydawała się zbawiennym rozwiązaniem. A starsza pani? Po tym jak dowiedziała się, że nie ma innego wejścia na posesję „podstawiła“ swój rower, bym po nim mogła wspiąć się na płot. Żeby do własnego domu trzeba było wchodzić przez płot? Ale nie było rady. Wspięłam się po rowerze. Siatka złośliwie zahaczała moje spodnie, ale ważne było, że jedną nogą wisiałam nad „ziemią obiecaną“! Po krótkiej szamotaninie udało mi się przedostać na właściwą stronę ogrodzenia! Nawet poczułam zadowolenie – oto udało mi się przeskoczyć płot! Był przecież jeden taki, co płot przeskoczył i zaczęły się dziać wielkie rzeczy. Ciekawe co teraz wydarzy się w moim życiu?


Tak, tak, kiedy człowiek zapomni kluczy od domu, warto mieć rower...


Małgorzata Wojcieszyńska

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com
Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com