Get Adobe Flash player
Reklama

Gest ambasadora Szathmárego

Najtrudniejszym i najbardziej dramatycznym momentem w historii stosunków polsko-słowackich był chyba 1 września 1939 roku. Pomimo wzajemnej sympatii obu narodów historia potoczyła się tak, że w przededniu II wojny światowej Słowacja znalazła się w obozie sojuszników III Rzeszy i musiała płacić cenę za tę konstelację polityczną.

Możemy zrozumieć dzisiaj mechanizm, który spowodował rozbicie przedwojennej Czechosłowacji i wymusił powstanie Państwa Słowackiego, teoretycznie niezależnego. Z jednej strony było ono spełnieniem słowackich marzeń, z drugiej oznaczało drastyczne ograniczenie demokracji i wciągnięcie Słowacji do obozu państw faszystowskich. W uzasadniony sposób możemy mówić o dramacie Słowaków, ale z drugiej strony, jako Polacy, nie możemy nie uwzględniać przy ocenie tamtej doby decyzji Słowacji o udziale w agresji na Polskę 1 września 1939 roku, choć staramy się o tym nie pamiętać. Cała wiedza historyczna mówi nam, że udział Słowacji w najeździe na Polskę był wymuszoną konsekwencją politycznego związku z III Rzeszą, że emocje wokół lokalnego sporu granicznego na Orawie i Spiszu zostały w sierpniu-wrześniu 1939 roku sztucznie rozdęte, aby wytworzona histeria mogła usprawiedliwić udział w niesprowokowanej agresji na sąsiada, niejednokrotnie dającego dowody sympatii, a nawet – paradoksalnie – wyciągającego rękę do ruchu Andreja Hlinki, który w tym momencie stanowił siłą rządzącą na Słowacji.

Na szczęście działania na froncie słowacko-polskim były raczej pseudowalkami i nie spowodowały większych zmian w mentalności obu społeczeństw. Dzisiaj większość Polaków nie pamięta już nawet, że – przynajmniej teoretycznie – 1 wrześnie 1939 roku Polskę zaatakowały dwa państwa: Niemcy i Słowacja.

Można chyba nawet postawić tezę, że spora część społeczeństwa słowackiego nie utożsamiała się z antypolską polityką swojego kraju – choć mogła, nawet z entuzjazmem, witać powstanie słowackiej państwowości (patrz np. skrzydło Hlinkowskiej partii, skupione wokół Karola Sidora).

Charakterystyczne w tej sytuacji było zachowanie ambasadora Słowacji w Polsce. Ambasador – zgodnie z tradycją i prawem międzynarodowym – jest najważniejszym przedstawicielem jednego państwa na terenie drugiego i jego zachowanie ma charakter symboliczny. Ambasador uosabia „godność i majestat” swojego kraju na terenie kraju akredytowania. A 1 września 1939 roku ambasador Słowacji w Warszawie opowiedział się po stronie Polski i potępił politykę Słowacji, państwa, które reprezentował. W imię ładu moralnego, wartości i przyjaźni z narodem polskim zdecydował się na wypowiedzenie posłuszeństwo swemu krajowi, rządowi i przełożonym. Formalnie w imię solidarności z Polską dopuścił się zdrady swojego państwa.

Polska, historia i racja moralna są mu wdzięczne za takie zachowanie. Warto, aby i Polacy mieszkający na Słowacji pamiętali o nim.

Ladislav Szathmáry pochodził z Trenczyna. Po studiach w Budapeszcie jako patriota słowacki i czechosłowacki wstąpił w 1918 roku do służby dyplomatycznej nowopowstałej Czechosłowacji. Pracował w ważnych dla Czechosłowacji miejscach, między innymi w ambasadzie w Belgradzie i w Paryżu, krótko pełnił funkcję chargé d’affaires w Berlinie. Potem jako słowacki patriota zgłosił się do służby w nowopowstałym słowackim MSZ, choć nie do końca podobał mu się rozwój wydarzeń i rozpad Czechosłowacji. W czerwcu 1939 roku został mianowany słowackim ambasadorem w Warszawie.

Będąc zwolennikiem Milana Hodžy, czechosłowakistą i sympatykiem idei współpracy środkowoeuropejskiej, z niepokojem obserwował tendencje antypolskie w Bratysławie. Jako ambasador musiał np. protestować u polskich władz przeciwko powstaniu Legionu Czechosłowackiego w Krakowie (potem przeniesionego do obozu wojskowego Leśna pod Baranowiczami). W drugiej połowie sierpnia 1939 r., wobec zbliżającej się groźby wybuchu wojny przygotowywał się do wystąpienia przeciwko polityce swojego rządu. Według ustaleń historyków praktycznie już 29 sierpnia zerwał kontakt z centralą w Bratysławie, a 1 września na wieść o udziale jednostek słowackich w napaści na Polskę postanowił dać publiczne świadectwo swojego – ale równocześnie i części Słowaków – sprzeciwu wobec polityki Państwa Słowackiego. W polskim ministerstwie spraw zagranicznych przyjął go wiceminister Jan Szembek, któremu Szathmáry przekazał swoje oświadczenie i zapewnił, że patrioci słowaccy solidaryzują się z Polską oraz proszą o pomoc w działaniach „na rzecz zapewnienia prawdziwej niepodległości Słowacji”. W liście do polskiego ministra spraw zagranicznych Józefa Becka przeprosił za działania Słowacji i nazwał je hańbą dla swojej ojczyzny.

Następnego dnia, 2 września, Szathmáry wystąpił w Polskim Radio z apelem do Słowaków, by popierali Polaków, walczących o wolność i ideały ludzkości. Zapowiedział też powstanie w Warszawie Tymczasowego Komitetu Słowackiego, mającego współpracować z Polską przeciwko Niemcom i rządowi z Bratysławy. Wszystko to zrobiło duże wrażenie w ówczesnych słowackich kręgach rządowych. Szathmáry zdołał też rozesłać informacje o słowackim komitecie do wszystkich ambasad słowackich na świecie.

A oto treść oficjalnej depeszy ambasadora Szathmárego do ministra Becka:

Ekscelencjo,

W imieniu narodu słowackiego i jego przedstawicieli, którzy pod presją Trzeciej Rzeszy zmuszeni są do milczenia, a nadużywani są do intryg wyłącznie w interesie Niemiec, protestuję jako przedstawiciel Państwa Słowackiego w Rzeczypospolitej Polskiej przeciwko brutalnemu rozbrojeniu armii słowackiej, przeciwko samowolnemu zajęciu Słowacji przez wojska Trzeciej Rzeszy i przeciw użyciu Słowacji jako bazy dla akcji wojennej przeciw bratniemu narodowi polskiemu.

Naród słowacki – w kraju lub za granicą – nigdy nie pogodzi się z gwałtami niemieckiej Trzeciej Rzeszy i przyłącza się do zbrojnego oporu przeciw intruzom, by przy współpracy z kulturalnymi narodami świata osiągnąć ponownie wolność i swobodnie decydować o swoim losie.

Jaki był dalszy los Ladislava Szathmárego? Wiedząc o tym, że zarówno wojsko, jak i policja niemiecka polują na niego, Polacy umożliwili mu przejazd do Rumunii jeszcze w trakcie działań wojennych. Stamtąd trafił szybko do Paryża i dalej do Londynu, a w czerwcu 1940 roku prezydent Beneš mianował go czechosłowackim ambasadorem przy norweskim rządzie emigracyjnym. Tymczasem w Bratysławie został skazany na 7 lat więzienia za dezercję ze stanowiska oraz konfiskatę mienia. W maju 1945 roku wraz z norweskim rządem powrócił do Oslo. Na wiosnę 1946 roku w praskim MSZ coraz większą rolę zaczęli odgrywać komuniści. Ówczesny wiceminister Vladimír Clementis (który kilka lat później został skazany na śmierć i powieszony w procesie Rudolfa Slánskiego) wezwał Szathmárego do kraju i po pół roku przetrzymywania bez przydziału zwolnił z pracy w ministerstwie. Z perspektywy Clementisa Szathmár był reakcjonistą, który na dodatek wojnę spędził w Londynie i przez kilka miesięcy pracował dla Państwa Słowackiego.

Kilka tygodni później (co jest już oczywiście kwestią przypadku) Szathmáry zmarł w Pradze w wieku 51 lat. Zasłużył sobie na dobrą pamięć u Polaków.

Andrzej Krawczyk

MP 3/2013

 

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież