Get Adobe Flash player
Reklama

Nowo otwarta biblioteka

kusi 11 tysiącami wolumenów


Jest połowa marca. Właśnie zmierzam do biblioteki Instytutu Polskiego w Bratysławie. Do jej oficjalnego otwarcia pozostały 2 godziny. Chcę zobaczyć, jeszcze zanim przyjdą zaproszeni goście, co się tu zmieniło. Dowiaduję się, że to miejsce w większości – aż  w 70 procentach – odwiedzają Słowacy, a najpopularniejsze książki to polskie kryminały.

 

Nowy dizajn

Na recepcji wita mnie bibliotekarka Teresa Lukačová. Nie sposób nie zauważyć, że w odnowionym pomieszczeniu biblioteki pojawiły się nowe meble, nowoczesne kanapy. Wszystko w modnych odcieniach szarości i czerwieni. Później od dyrektora Instytutu Polskiego Jacka Gajewskiego dowiem się, że za projekt odpowiada firma Libido Architekci z Łodzi, a główną projektantką była Agata Karczewska.

Przez przeszklone drzwi widzę kolejne pomieszczenie, w którym królują stoły i krzesła, na ścianie zaś półki z gazetami i czasopismami. To oczywiście czytelnia – też w nowej szacie. „W tych pomieszczeniach planujemy organizować kameralne spotkania literackie“ – mówi dyrektor Gajewski, choć nie chce jeszcze zdradzić szczegółów. To projekt dyrektor Moniki Olech, która ma koncepcję tego typu spotkań. Podobno trwają rozmowy z niektórymi autorami i tłumaczami polskiej literatury, których można by tu zaprosić.

A skoro jesteśmy w czytelni, pytam o zainteresowanie polskimi gazetami i czasopismami. Podobno największą popularnością cieszy się tu prasa kobieca, głównie Twój Styl. Kiedyś polską prasą interesowali się znani Słowacy, jak aktorka Magda Vašaryová czy dziennikarz Marian Leško. „Kiedy prasę można było u nas prenumerować, przygotowywaliśmy około 300 teczek, do których odkładaliśmy głównie PolitykęPrzekrójKinoFilm“ – wspomina pani Teresa. Dziś takich możliwości nie ma, polską prasę można czytać tylko na miejscu, ale są tacy, którzy do czytelni przychodzą od wielu lat, jak na przykład pewien Słowak, który czyta dosłownie wszystko.




Kryminały królują

Za czytelnią znajduje się biblioteka, w której podczas remontu obudowano kaloryfery, stworzono miejsce pracy dla tłumacza i podwyższono półki z książkami. Biblioteka liczy ponad 11 tysięcy wolumenów. Tu może wejść bez torby każdy i obejrzeć zawartość półek w obecności pani Tereski, która doskonale zna wszystkie zaułki swojego królestwa. Oprowadza po nim i mnie. Na wprost wejścia znajdują się encyklopedie, podręczniki do nauki języka polskiego i audiobooki, których instytut ma obecnie ok. stu.

„A tu zaczyna się beletrystyka od A po Z“ – wskazuje na trzy duże podwójne regały Tereska. Z tyłu za nimi zauważam drabinkę, która jest konieczna, by móc dostać się do najwyższych półek. Kolejny dział to dział powieści kryminalnych – jak się okazuje najpopularniejszy wśród czytelników. „Na niektóre książki, jak na przykład Chmielewskiej, bywają czasem zapisy!“ – zdradza pani Tereska.

Przechodzimy do kolejnych działów: muzyki, polityki, reportaży, wywiadów, publicystyki. „Na górze znajdują się dzienniki, pamiętniki, biografie, listy, życiorysy“ – wskazuje bibliotekarka, która już zmierza do bogatego działu sztuki ludowej. Za nią jest geografia, turystyka, wydania albumowe o Polsce, różne przewodniki turystyczne. Oddzielny dział to religia, a nad nią – na górnych półkach – sztuka.

Jest też tu nieduża półka z literaturą dla dzieci i młodzieży, a z drugiej jej strony znajduje się poezja, ułożona alfabetycznie.

Przechodzimy do działu, z którego najczęściej korzystają studenci polonistyki (ale nie tylko), czyli do działu literatury i podręczników do nauki języka polskiego.

Przedostatni regał, liczący ponad 500 książek, to przekłady literatury polskiej na słowacki i czeski. Na końcu znajdują się pozycje związane z historią Polski i historią powszechną. „Tu mamy książki o filmie, kinie, teatrze oraz dramaty“ – zwraca moją uwagę pani Tereska i podkreśla, że tu odwiedzają ją czytelnicy fascynujący się polską kulturą i sztuką. Na końcu ostatniej półki stoją opasłe encyklopedie.

 



Z tyłu sklepu

Wychodząc z biblioteki, zwracam uwagę na stylowe szufladki, skrywające katalogi. Okazuje się, że biblioteka dysponuje jeszcze papierowymi katalogami, ale w rzeczywistości pracuje w specjalnym systemie elektronicznym, który ułatwia pracę bibliotekarce, choć – jak ta sama przyznaje – na początku zgłębienie tajników tego systemu było dla niej wyzwaniem.

Wcześniej uczyła się, jak prowadzić bibliotekę, czytała informacje na temat wolumenów, które się tu znajdują. Było to w 1997 roku, kiedy powierzono jej funkcję bibliotekarki. „Przyszłam w czerwcu1985 roku do pracy w instytucie, a konkretnie do sklepu“ – zaczyna swoją opowieść pani Tereska. Ponieważ wtedy ta część instytutu, gdzie się ten sklep znajdował, była w remoncie, działał on w miejscu obecnej galerii. „Z tyłu, za ladami z towarem na podłodze były rozłożone książki, których selekcję robiła pani Danuta Marušiak, a mnie oddelegowano wtedy do pomocy“ – wspomina. Takie były jej pierwsze kroki w pracy bibliotekarki, choć wtedy jeszcze o tym nie wiedziała. To zadanie powierzono jej dwanaście lat później, kiedy zlikwidowano sklep.

 


70 procent słowackich czytelników

Przez tych wiele lat biblioteka wędrowała z pomieszczenia do pomieszczenia. „Pamiętam, że w latach 80. mieściła się tam, gdzie teraz jest gabinet pani dyrektor, później ją przeniesiono obok, do obecnej sali mulitimedilanej, ale była też w kuchni“ – wymienia Tereska. Ona sama trzy razy pakowała wszystkie książki przed kolejnymi przeprowadzkami. Najtrudniej było wtedy, kiedy odbywał się remont całego instytutu, który w związku z tym przez jakiś czas działał w pomieszczeniach zastępczych po drugiej stronie ulicy.

Pytam ją, jaki ma stosunek do książek. W swoim czasie wolnym  najchętniej sięga po książki przygodowe czy tzw. literaturę kobiecą, która i tu cieszy się dużym powodzeniem. „Skończyłam technikum budowlane, więc dla mnie ta praca to był skok na głęboką wodę“ – mówi i wspomina, jak przed laty musiała ogarnąć wtedy 6 - 7 tysięcy książek. Dziś jest tu niezastąpiona, a jej usposobienie i otwartość powodują, że czytelnicy to chętnie odwiedzają instytutową bibliotekę. „Większość, bo aż 70 procent czytelników to Słowacy“ – zdradza ku mojemu zaskoczeniu Tereska i mówi o stałych, wiernych czytelnikach, których jest około dwustu i  którzy przyjeżdżają nawet spoza Bratysławy. „Jest pewien czytelnik z Bańskiej Bystrzycy, który raz w miesiącu wsiada w pociąg i przyjeżdża tu z całą torbą książek, które oddaje, a potem wypożycza kolejne“ – opisuje.


 

Czytelnicy - prymusi

Bestselerami polskiej biblioteki są powieści Chmielewskiej, popularne są też książki Bondy, Papuzińskiej, Krajewskiego, Miłoszewskego. W ocenie pani Teresy wcale nie jest tak źle z czytelnictwem. Jako przykład podaje „prymusów”, czyli dwóch Polaków, którzy przez niecałe trzy miesiące zdążyli już przeczytać po piętnaście książek.

Pytam o najmłodszego czytelnika, a pani Tereska od razu przypomni sobie pewnego 15-latka, który przyszedł ze słowackim dowodem (tylko na podstawie dowodu można się zapisać do biblioteki) i zdradził, że chce się nauczyć języka polskiego. „Podsuwałam mu na początek jakieś łatwiejsze książeczki, ale on sobie wybrał najgrubszą pozycję – dzieje Polski i po miesiącu przyszedł bardzo zadowolony“ – opisuje moja rozmówczyni.


Człowiek pierwszego kontaktu z Polską

Chyba nie ma takiej osoby, która odwiedziła instytut i nie natknęła się na panią Tereskę. Czasami bywam świadkiem, jak doradza zainteresowanym, co mogą przeczytać, dokąd się wybrać na wakacje w Polsce, a nawet jak rozwiązać jakiś banalny czy mniej banalny problem. Teresa Lukačová jest często dla Słowaków odwiedzających bibliotekę swoistym pierwszym kontaktem z Polską. Dzięki niej kochają oni nasz kraj, gdyż w ich wyobraźni nabiera on jej rysów i cech charakteru. Podczas naszej rozmowy przekonuję się, że dzięki pracy w bibliotece pani Tereska zna wielu Słowaków, zakochanych w polskiej literaturze, w Polsce, a których większość z nas pewnie nigdy nie spotkała. I tak oto pani Teresa wymienia najstarszego czytelnika,  liczącego ponad 80 lat. Kiedy pytam ją o najbardziej wymagającego czytelnika, po chwili namysłu opowiada mi o pewnej Słowaczce, poszukującej swoich polskich korzeni, choć jej nazwisko w ogóle nie brzmi po polsku. „Uparła się, więc przez wiele dni sprawdzałyśmy, czy jakiś trop nas nie doprowadzi do Polski, ale niczego nie znalazłyśmy“ – wspomina.

 


Zaopatrywanie biblioteki

Czas naszej rozmowy dobiega końca, gdyż za chwilę zaczną schodzić się goście na oficjalne otwarcie biblioteki, a Tereska musi jeszcze przygotować poczęstunek.

Zastanawiam się z dyrektorem Gajewskim, czy wyremontowana biblioteka przyciągnie jeszcze więcej czytelników. „Odnowiona biblioteka, powiększający się zbiór audiobooków czy innych nośników literatury to dobry sposób na promowanie Polski“ – ocenia mój rozmówca. Od niego dowiaduję się, że biblioteka nieustannie poszerza swój księgozbiór dzięki ofertom Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Biura Archiwum i Zarządzania Informacją BAZI, które to koordynuje działalność bibliotek, przekazując raz czy dwa razy na miesiąc zestaw książek, z których pracownicy instytutowych bibliotek mogą dokonywać zamówień. „To około 100 tytułów, które nam prezentują każdego miesiąca, głównie literatura piękną, opracowania naukowe, książki historyczne i publikacje dla dzieci“ – wymienia dyrektor. Bibliotekę zaopatrują też czytelnicy, przynoszący tu przeczytane już książki. Wśród nich dyrektor Gajewski. „Mam dosyć duży własny księgozbiór, więc czasami go przerzedzam“ – dodaje.




Kolejka na zapisy

Właśnie schodzą się goście, którzy z zainteresowaniem oglądają wyremontowaną bibliotekę. Podczas prezentacji wypowiadają się dyrektor Jacek Gajewski i Teresa Lukačová. Pytania zainteresowanych dotyczą zarówno podstawowych informacji, czyli jak można zapisać się do biblioteki, jak i też bardziej szczegółowych, dotyczących konkretnych pozycji książkowych czy planowanych przedsięwzięć. Po części oficjalnej do biurka pani Teresy ustawiają się młodzi ludzie, chcący się zapisać do biblioteki. A to chyba najlepszy dowód, że 11 tysięcy wolumenów to najlepsza rzecz z powodzeniem promująca Polskę.


Małgorzata Wojcieszyńska

ZdjęciaStano Stehlik


 

Biblioteka i czytelnia w Instytucie Polskim przy Nám. SNP 27 w Bratysławie są otwarte od poniedziałku do czwartku od 10.00 do 16.00, a w piątki od 10.00 do 15. 00.

 

 


Ankieta - Czytacie? Wypożyczacie?

W związku z otwarciem wyremontowanej biblioteki w Instytucie Polskim zadaliśmy pytania zarówno Polakom, jak i Słowakom, jak często korzystają z jej księgozbioru.


Anna Šírová-Majkrzak

Bardzo brakowało tej biblioteki, kiedy była w remoncie. Mówię o tym głównie pod kątem studentów, z którymi miałam zajęcia z literatury. Potrafimy się dzielić jednym egzemplarzem książki, ale jak go nie ma, to trudno prowadzić zajęcia. Ja osobiście, ponieważ obecnie mieszkam w Wiedniu, częściej teraz korzystam z biblioteki w wiedeńskim Instytucie Polskim, choć szkoda, że jest ona otwarta tylko dwa dni w tygodniu w godzinach popołudniowych.

Mam spory własny księgozbiór, ale jak odwiedzę bibliotekę w Bratysławie, to i tak wracam z torbą pełną książek. Kiedy wsiadam do pociągu, najpierw sprawdzam prace studentów, ale potem od razu zatapiam się w lekturze. Najczęściej wypożyczam książki do jednokrotnego przeczytania, czyli wywiady, autobiografie. Muszę postępować ostrożnie z tym wypożyczaniem, bo potem nie robię tego, co powinnam, ale czytam. Krzyczę na własne dzieci, że nie potrafią się oderwać od czytania, ale przecież robię to samo.


Julian Zelman

Kiedy w latach 1949 – 1952 uczyłem się w bratysławskim gimnazjum, mieliśmy obowiązkowy język polski. Połowa klasy uczęszczała na francuski, połowa na polski. Mnie się ten język bardzo spodobał. Od początku istnienia Instytutu Polskiego (wtedy nosił inną nazwę), czyli właśnie w czasach szkolnych, zacząłem tu przychodzić. Z pasją czytam polskie książki, do biblioteki chodzę raz w tygodniu lub raz na dwa tygodnie. Te książki chyba zastępują mi trochę Polskę, bo rzadko tam jeżdżę. Co czytam? Jak zacznę czytać książki jednego pisarza, to czytam wszystko, co jest dostępne w bibliotece. Z początku czytałem klasykę, na przykład Sienkiewicza, teraz Chmielewską. I co ciekawe, czytam książki, ale głównie po polsku, żeby utrzymywać znajomość języka, a przy okazji mieć z tego przyjemność.


Michaela Stanová

Uczę się języka polskiego już czwarty rok, jestem na studiach środkowoeuropejskich. Interesuję się polską literaturą. Kontakt z językiem mam od dzieciństwa, ponieważ moja babcia mieszka na północy Słowacji, w rejonach przygranicznych, a tam często do nas przyjeżdżali goście z Polski. Dlatego decydując się na naukę jednego słowiańskiego języka, wybrałam polski. Właśnie wróciłam z Krakowa, gdzie byłam na Erasmusie. Tam mieliśmy zajęcia z literatury i musieliśmy czytać.  Najbardziej spodobała mi się twórczość Wisławy Szymborskiej. Czytałam jej wiersze, oglądałam na YouToube wywiad z nią. Pewnie będę tę wiedzę o niej pogłębiać. Właśnie zamierzam wyrobić sobie kartę w bibliotece w Instytucie Polskim, ponieważ za rok piszę prace magisterską na temat Europa Środkowa w literaturze polskiej.


Anna Sulej

Czytam tylko po polsku. Mam czytnik, którego używam w ostateczności, bo wolę książki papierowe — lubię je wąchać, dotykać i przytulać. Ostatnio, kiedy przyszła do mnie paczka z książkami, nie mogłam usiedzieć na miejscu, takie czułam podniecenie. Książki kupuję przez Internet z przesyłką na Słowację albo – jeżeli akurat któryś ze znajomych wybiera się samochodem do Polski – to zamawiam je na jego polski adres. Wyborów dokonuję najczęściej dzięki vlogom książkowym na YouTubie, które prowadzone są przez pasjonatów książek czy literaturoznawców. Książki wypożyczam również z biblioteki, która mieści się w Instytucie Polskim, lub pożyczam od znajomych. Kiedyś czytałam kryminały, książki szpiegowskie, thrillery, horrory, czyli książki trzymające w napięciu. Teraz polubiłam takie, przez które się płynie, gdzie akcja nie jest szybka, uwielbiam więc powieści historyczne, sagi rodzinne, a nawet książki o nucie filozoficznej, które zmuszają do przemyśleń nad sensem życia.

Dołączyłam nawet do grupy na portalach społecznościowych „Przeczytam 52 książki w 2018 roku“. To już jest któraś z kolei edycja, ale mnie nie chodzi o to, żeby koniecznie przeczytać 52 książki. Najważniejsze, żeby czytać i promować czytanie. Ja w tym roku mam za sobą już 18 książek.

Ostatnio w bibliotece w Instytucie Polskim wypożyczyłam trzy pierwsze tomy sagi rodzinnej i myślałam, że wystarczą mi na jakieś trzy tygodnie, ale tak się wciągnęłam, że przeczytałam je w pięć dni.  Niestety, według mnie oferta tej biblioteki jest ograniczona. Szczególnie dotkliwy jest brak współczesnych autorów i bestsellerów. Bardzo denerwujące jest na przykład to, że nie ma tam pełnych serii, na przykład seria Remigiusza Mroza, czyli współczesnego autora, który jest bardzo poczytny, jest niekompletna. Wielka szkoda. Nie wiem, być może dzięki ograniczonej ofercie tejże biblioteki albo dlatego, że z wiekiem człowiek dojrzewa, zaczęłam czytać i zachwyciłam się znienawidzoną w czasach liceum klasyką, na przykład „Lalką“ Prusa.

 


Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież